Jak to się stało, że zaczęłam szyć ? 34
Jak to się stało, że zaczęłam szyć ?

           Chyba nie mogłabym zacząć prowadzenia bloga od historii innej niż wprowadzającej w początki mojej przygody z szyciem, zwłaszcza, że historia ta trochę nietypowa. Nie ma w niej wspomnień z dzieciństwa i pierwszych ubranek dla lalek ani młodzieńczych przeróbek własnej garderoby. Powiem więcej, szycie kompletnie mnie nie interesowało, a maszyna, która gdzieś tam pojawiała się w domu właściwie kojarzyła się źle, bo ilekroć były jakieś spodnie do skrócenia to Mama kręciła nosem, że „może w przyszłym tygodniu jak wyciągnie maszynę” Stąd pewnie nigdy wcześniej nie przeszło mi przez myśl, aby mogło być w tym coś ciekawego.

          Moja szyciowa historia zaczęła się zaledwie 3 lata temu, kiedy to wraz z chłopakiem pomieszkiwałam w Chinach. Nie będę się teraz zagłębiać jak i dlaczego się tam znaleźliśmy, bo na to potrzebny byłby osobny wpis.  W każdym razie miałam to szczęście, że mieszkając w Azji dysponowałam sporą ilością czasu dla siebie. Tak z nadmiaru czasu i ciekawości któregoś dnia trafiłam na chiński targ z tkaninami. Guangzhou-miasto w którym wtedy mieszkaliśmy słynęło ze sprzedaży materiałów na cały świat. Wizytę na Zhongda (tamtejsze największe targowisko z tekstyliami) traktowałam raczej jak odwiedziny jednego z punktów przewodnika turystycznego, bo naprawdę robi imponujące wrażenie. Wyobraźcie sobie, jakby na jednej przestrzeni zgromadzić wszystkie największe galerie handlowe jakie są w dużych miastach ( ja oczywiście odnoszę się do Wrocławia), a w każdej z nich są inne rodzaje tkanin- tak więc jest „galeria” z samym jeansem, a obok kolejna z samymi koronkami, dalej tkaniny kurtkowe, pościelówki itd. Istne szaleństwo! Kiedy po kilku godzinach „spacerowania” udało mi się zorientować, jak wygląda procedura zakupowa a także jak się ma sprawa cenowo zapragnęłam kupić pierwszy w swoim życiu materiał :) Wybór był ogromny, a ceny tak niskie, że nie było miejsca na zaprzątanie sobie głowy myślami „co ja z tym dalej pocznę, bo przecież nie mam bladego pojęcia o szyciu?” Dużo bardziej kłopotliwe było ustalenie po chińsku z Panem handlarzem jednostki miary, którą operują. W każdym razie transakcja zakończyła się pomyślnie. Pierwszą rzeczą, którą wtedy uszyłam było palto :) Choć słowa „uszyłam” jak i „palto” są pewnym nadużyciem. Szycie sprowadziło się właściwie do wycięcia prostokąta, jednego nacięcia i obszycia wszystkiego dookoła. Nie zmienia to faktu, że materiał był piękny a duma ogromna :D Zdjęcie marne, ale pamiątka jest!

Dalej było już górki–no prawie z górki, bo przez kilka dobrych miesięcy szyłam ręcznie, metodą prób i błędów, mając średni dostęp do zachodniego Internetu z tutorialami ;) Mimo to pokusiłam się wtedy o uszycie czegoś na kształt kurtko-marynarki, a także lnianej sukienki :)

Po powrocie do Polski szybko przechwyciłam maszynę Mamy i oszalałam z zachwytu jak szybko można coś uszyć - w Chinach lnianą sukienkę, szyłam ręcznie cztery dni... :)

Tutaj pierwszy raz w życiu siedzę z Mamą przy maszynie <3

Po krótkim instruktarzu zapisałam się jeszcze na szybki kurs szycia u Róży Ruzpruwacz (bardzo polecam!) i zaczęłam działać samodzielnie :) 

Takie były moje początki, które zawsze z chęcią wspominam i chyba zawsze towarzyszyć będzie temu myśl-czy gdybym nie wyjechała do Chin to czy usiadłabym w ogóle kiedyś do maszyny ? ;)

 

 

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy od home.pl